Rodzicu, nie za ambitnie!

Współcześni rodzice najczęściej są bardzo świadomi tego, jak ważne są dla ich dziecka doświadczenia nabywane w kontakcie z rodzicem. Większość dzisiejszych rodziców wie, ze doświadczenia te stanowią fundament dla późniejszego nastawienia do siebie i do innych, a zatem – dla samooceny i funkcjonowania w relacjach. Zarazem wielu spośród nas, współczesnych rodziców, wcale nie ma za sobą dzieciństwa obfitującego w momenty troskliwej uwagi ze strony opiekuna. Zazwyczaj dobrze wiemy, jak to jest być porównywanym z innymi dziećmi, krytykowanym (np. za „nie dość dobre oceny”, albo za „nie takie” zachowanie „przy ludziach”), czy pozostawionym samemu sobie z większymi i mniejszymi dziecięcymi troskami. Wielu współczesnych rodziców jest zatem w sytuacji, w której bardzo chcą dać swoim dzieciom coś, czego sami nie otrzymali (lub co otrzymywali w skromnych porcjach). Czasem przekłada się to na swego rodzaju nad-staranie się – nadmiar atrakcji, zajęć, rozrywek, różnego rodzaju „fajerwerków” w relacji. Tymczasem, kiedy sami przypominamy sobie najlepsze momenty naszego dzieciństwa – te, w których czuliśmy się dla naszego opiekuna ważni i mieliśmy poczucie, ze wszystko jest takie, jakie powinno być: my jesteśmy w porządku, nasza sytuacja jest ok i przyszłość też jawi się bezpiecznie i dobrze – to najczęściej wracamy pamięcią nie do atrakcji, nie do wspaniałych wyjazdów czy niezwykłych prezentów – tylko do tego, co stanowi sedno dobrej relacji – i o tym właśnie jest ten odcinek.

A co poczytania – tym razem klasyk:

Winnicott, D. W. (1964). The Child, the Family, and the Outside World. Penguin Books.